Sudety Challenge - dzień 5

Piątek, 20 sierpnia 2010 · Komentarze(2)
Kategoria Wyjazdy
Śnieżnicki PK -> schronisko PTTK na Śnieżniku -> Marcinków -> Trzebieszowice -> Góry Bardzkie -> Bardo Śląskie -> DOM
60km, 4080 metrów w górę

Dzień zaczął się zimno i szybko ;). Z wypoczęciem raczej średnio. Zwłaszcza, że rano bez śniadania - zimno no i szkoda czasu, chciałem szybko dotrzeć w miejsce, gdzie mogę legalnie przebywać. Tak więc z samego raaaana uphill. Podjazd i podjazd i podjazd aż do Schroniska. Gdy wpadłem w rytm szło bardzo ładnie, miejscami kryzysy, miejscami kamerdolce robiły swoje. Wreszcie osiągnąłem schronisko na Śnieżniku, podczas gdy mieszkańcy ów dopiero wstawali. Podładowanie komórki, gdyż znów rezerwy. I rzut oka na mapę, planowanie. To było już prawie pewne - zepnę się, nie dam się i wrócę w piątek zamiast w sobotę! :D. Przynajmniej taki był plan. Zjedzone, podładowane. MP3 na uszy i wyrywam się ze schroniska czym prędzej połknąć zjazd, którego część przed chwilą pokonywałem. Jeszcze krótki serwisik hamulca. Żwawo w dół do muzyki, kolejne odpryski na ramie od wzburzonych prędkością mego bolidu kamieni. Odpadające z mrozu dłonie (wspominałem, że wcześniej podczas wyjazdu zgubiłem jedną z rękawiczek? :P genialnie. Druga [lewa] została, będzie w kuchni do łapania garnków :D. Akcent rowerowy, hell yeah!). Skopałem trochę trasę i musiałem robić trawers przez szczyt, gdzie zamiast mężczyzn (Ci schodzili z piwkami w dół) wiatrołomy wycinały dupnymi siekierami kobiety :P. Także strzeżcie się! Zmiany nadchodzą :D.

Dopadłem czerwony, który wcześniej zgubiłem i gnałem dalej, czasem pokonując podjazdy. Potem w sumie więcej było podjazdu niż tego zjazdu :P. Ale generalnie tempo bardzo żwawe. Ominąłem Czarną Górę i pognałem terenem do szosy 392, którą przeciąłem zaliczywszy po drodze kolejną glebę tego wyjazdu ;). Tam złapałem żółty pieszy. Niesamowicie piękny szlak, wszystko rozległymi polami, z mega widokami na niższe partie gór, widoczne także wyżyny które powoli schodziły w równiny. Widok w każdą stronę zapierał dech w piersiach. Kiedy osiągnąłem najwyższy szczyt zrobiłem panoramę i pojechałem dalej - zjazd z takimi widokami nie był zbyt bezpieczny ;). Później już bardziej interwałowo aż dorwałem się do czerwonego rowerowego, który gdy już skończyły się podjazdy i zaczęły zjazdy do Trzebiszowic - okazał się FANTASTYCZNYM szlakiem.

Otóż i wspomniana panoramka:


W Trzebiszowicach przerwa na loda, zgubienie legitymacji i robienie kanapek, planowanie. Dalej czekał mnie asfalt, mniejszej lub mniejszej jakości - zielona trasa rowerowa. Podjazd, podjazd, podjazd, podjazd. Nie muszę mówić jaka była to katorga z takim bagażem, takim dystansem w nogach i na laćkach 2.4 i 2.5. Ale wiernie lub niewiernie parliśmy do przodu z nadzieją, że to się skończy i zacznie się chociażby teren... Już niech będzie pod górkę, ale nie szosą. Tak oto po wielu metrach w pionie i z myślami, że to tutaj Lang powinien organizować Tour de Pologne a nie robić bezsensowne rundki wokół Zameczku, dotarłem do DK46. Tam wreszcie Góry Bardzkie miały pokazać na co je stać, a ja miałem dorwać czerwony rowerowy i wreszcie - teren! Niestety dużo było tam podjazdu ;). Ale raz po raz ruszając korbą z nogami niczym flaczkami - parłem do przodu. Czas uciekał, a mi wydawało się że jestem mocno w dupie z trasą. Okazało się jednak, że to znów niedokładność mapy i nagle moim oczom okazało się rozwidlenie szlaków które oznaczało dla mojego zmęczonego organizmu tylko jedno - ZJAZD :D. Finalny, królewski zjazd prosto do Barda Śląskiego, gdzie miał zakończyć się mój sudecki wyryp. Zjazd wypaśny i superaśny. Pełen achów i ochów i szybkich zakrętów. Niestety, generalnie rzekłym że nudny ;). Tylko mi sprawiał radość bo z tymi bagażami jechało się go całkiem OK. No i mogłem szybko sunąć w dół na pociąg i po Browarek ;). Chociaż i tak nie do końca dało się dokręcać prędkości bo na blacie łańcuch skakała po 4 kilometrach w pionie tego dnia mój krzyż nadawał się tylko do wymiany.

Ale dorwałem się do centrum, zjazd na "dworzec", po drodze sklep. I jeszcze pomoc napotkanemu kolesiowi, który nie miał czym wina otworzyć (korkowane), to nax nagle wymyślił że jego pompka nadaje się do tego lepiej niż idealnie :P. Opatentuję.
Dorwałem się do kibla w kierunku Wrocław Główny. Przede mną znów ponad 5godzin podróży, kilka przesiadek, część trasy na podłodze. Ale grunt że przejechałem :).

Z Wrocławia część trasy z bikerem na ładnym Krossie. I część trasy z podchmielonym jegomościem, który uraczył nas historią swojego życia =D. W Gliwicach spotkałem się z Tą, dla której te kilka dni zostały tak bardzo napięte w harmonogramie i dla Której cały ten wyjadz tak bardzo został skrócony :).
Po kolejnej przesiadce stacja docelowa. W Zabrzu pełen wigoru (taa :P) poskracałem sobie trasę chodniczkami, "mknąc" do domu :).


Podjazd pod Śnieżnik. Każdy powód dobry żeby stanąć, na przykład zdjęcie :P bo nie żeby ten wodospadzik był jakiś wyjątkowy :p


Fotka spod Śnieżnika ;] to w mordzie to lizak-nagroda :P


Wiele patoli i gałęzi chciało się ze mną zabrać, oj wiele :P


Highroller pięknie wgryza się w glebę. Tylko szkoda, że to tak spowalnia człowieka


Pola, tym razem polskie :) wcale nie nudne, takie widoczki, takie powietrze!


Asfalt i kapcie. Awrrr


Widoczki ze zboczy Gór Bardzkich :) już powoli płasko


Bardo Śląskie, finisz =)


ROGACZE! :D

Komentarze (2)

brawo :P

legitke zgubilem w sklepie, na szczescie jadlem na zewnatrz jeszcze i wlasciciel mi przyniosl gdy sie zbieralem ;) bym mial znizke w PKP... :P
Rekawiczka zostala w plecaku. I tak byla cala mokra ;P

nax 11:30 poniedziałek, 30 sierpnia 2010

legite studencką zgubiłeś ? :p
i jak z tą rękawiczką? bo przecież nie ubrałeś jednej
na dłoń i jazda :)

przeczytane pooglądane pokomentowane uff ;p

mehow 09:52 poniedziałek, 30 sierpnia 2010
Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa nogei

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]