Wielka Racza i..tyle

Sobota, 4 czerwca 2011 · Komentarze(0)
Kategoria Wyjazdy
Wreszcie dostałem adres nax.bikestats.pl bez żadnych głupich jedynek! :D. Dzięki, Błażej (:

Kolejne wolne i kolejny pomysł na wyjazd. A w zasadzie jego brak, bo wiedziałem, że po prostu chcę jechać w góry na trzy dni pod chmurkę :P. W grę wchodziły też dwa dni, żeby trochę odetchnąć w domu. Na wyjazd chętna była Ania, więc wyjazd jednoosobowy odpadł.

Z rana meldunek na dworcu, długawa podróż z innymi rowerkami, wysiadka w Zwardoniu, zakupy. Tam także zakupują się dwa cięższe fulle, którym życzę powodzenia we wjeżdżaniu ^^. I doradzam inną trasę, bo czerwony jest pod tym względem gorszy.

Znana trasa, szybki i żwawy podjazd pod schronisko (nieczynne zresztą z powodu remontu) Dworzec Beskidzki. Przegrupowanie, poczekanie na Towarzyszkę i dalej. Wiedziałem, że ten szlak będzie się genialnie jechać. Wiele razy pokonywałem go pieszo, wiele razy chciałem tu przyjechać. I wreszcie po latach jestem :P.

Prawie wszystko podjeżdżalne, żar leje się z nieba, a Kikula wydaje się Everestem :P. Szczyt jednak sprawnie, choć końcówka tylko i wyłącznie z buta. Ale i tak późno to nastąpiło. Zjazd z Kikuli. Wypaśny. Nie zawaham się nazwać tego kawałka jednym z najlepszych zjazdów w moim życiu. Zaczyna padać, lać, grzmić. Zaczyna się burza i zastraszona wizją rozpalenia przez piorunek Towarzyszka - zarządza ewakuację z metalowych rumaków ^^. Słusznie zresztą. Jednak gdy minęło półtorej godziny, wiedziałem że lepszym wyjściem było przeczekanie najgorszego i dalsza jazda - kilkaset metrów dalej nie lało tak, jak tam.
Gdy my staliśmy i marnowaliśmy czas, wyprzedzili nas chłopcy na fullach, którzy spotkali nas na Kikule, gdy oddawaliśmy się przyjemnej czynności odganiania much :p. Dalsze oczekiwanie pod improwizowanym dachem (karimata), i wreszcie wyjazd. Mokro, kałuże, prawdziwe rzeki. Korzenie-zabójcy itd. Ale wciąż trasa fenomenalna. I w 100% przejezdna.

Kolejne podjazdy i małe zjazdy za nami, aż tu finalny podjazd pod schronisko na Wielkiej Raczy, które bardzo lubię i miło mi się kojarzy :). Rozłożyliśmy się przed, ale niedługo potem zaczęło lać. Desant do środka, Żuberki, schabowy i obmyślanie. Rezygnacja niestety z dalszej jazdy, w górach same burze, ulewy. Planowanie zjazdu na wcześnie odjeżdżający ostatni pociąg. Zjazd żółtym, około 500m w pionie. Fajny, szybki, choć trochę szeroki miejscami dukt. Jednak po opadach dostarczył sporo rozrywki, zapewnił mnie kolejny raz, iż uchwyt Garmina jest absolutnie beznadziejny - nawigacja wypięła się kolejny raz. Jedno mnie natomiast bardzo urzekło - tą samą drogą biegnie trasa zwózki drewna ze ścinki. I co? Poprowadzili ją tak, że tylko PRZECINA szlak, biegnie natomiast inną drogą. Można kurwa?! Węgierska Górka - uczta się, śmierdziele!!!

Po zakończonym zjeździe solidna porcja błota zawitała na mym ciele i mej krowie :P. Końcówka asfaltem aż do Rajczy, bo chcieliśmy sklep. W pociągu ponownie spotkaliśmy krossowców, a w Łodygowicach dosiadł się wracający z maratonu Krzysiek, z którym ustawiliśmy się na bro w Zabrzu :).

Na Raczę wrócę. Z pewnością. Fenomenalna! Tak jak się domyślałem :). Zaskoczyła mnie tylko podjeżdżalnośc, około 80%. Bardzo dużo. A gdyby nie ulewa to jeszcze więcej. A na XC?!
Szkoda, że znów wyjazd skrócony... Następny już w pojedynke zapewne, ale ma to swoje plusy :)

Picasa: klik




Chwilę przed burzą :P


W trakcie burzy ^^


Merida także się kryje


singletrack z atrakcjami


Szkoda tego deszczu, gdyby nie on zabawy byłoby jeszcze więcej :)


Pod schroniskiem, przerwa w deszczu :P


Koledzy z pociągu, próba czy do twarzy mi z fullem :P


Zjazd żółtym, szybki singiel, szerzej, a na końcu droga. Choć fajna i szybka, a dużo błotka dostarcza zabawy


Yummy


Tyle było czystych butów :)


2gether

Komentarze (0)

Nie ma jeszcze komentarzy.
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa rzepo

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]